PL EN DE

Publikacje

Życie Płocka | Piątek 19 grudnia 2008

Sól ziemi sierpeckiej
Nagrodzono najlepszych rolników w powiecie. Rolnikiem Roku 2008 prowadzącym gospodarstwo agroturystyczne został Jerzy Brzozowy z Kolczyna.


Życie Sierpca | Piątek 15 grudnia 2006

Szczęście na końskim leży grzbiecie
Na Kubie pływali z delfinami, a w Tajlandii jeździli na słoniu. Zajmowali się hodowlą strusi. Teraz w niewielkim Kolczynie koło Gozdowa prowadzą gospodarstwo agroturystyczne i hodują niespotykane w naszym regionie konie rasy huculskiej.

Hanna i Jerzy Brzozowi są rodowitymi warszawiakami. Ale któregoś dnia postanowili uciec od zgiełku wielkiego miasta. W Kolczynie, typowo rolniczej miejscowości kupili 15 hektarów ziemi. Ich gospodarstwo położone jest na niewielkim wzniesieniu i to sprawia, że dookoła widać malowniczą okolicę.

Najpierw strusie
Brzozowi zwiedzili spory kawałek świata, te wyprawy były cenną lekcją i zdobywaniem doświadczeń, które dziś wykorzystują podczas pracy na wsi.
- Widziałem w Portugalii i Hiszpanii fermy strusi, ale nie takie jak u nas, bo tam tych strusi było około trzech tysięcy - opowiada Jerzy Brzozowy. - Hodowla wygląda inaczej, ponieważ na tak dużej  fermie wszystko jest zmechanizowane.
Brzozowi przywieźli do Polski 42 samice i jak na nasze warunki rozpoczęli sporą hodowlę. Jerzy opowiada, że to piękne, lecz dzikie i nieobliczalne zwierzęta. - Kiedyś szedłem po jajo, którego bardzo pilnował samiec, co u tych ptaków jest rzeczą naturalna. Struś całą swoją siłą przyparł mnie do siatki i ledwie zdążyłem uciec. To było przeżycie, ponieważ to bardzo silne zwierzęta i gdyby mnie zaatakował, miałbym marne szansę. Siła, z jaką struś może kopnąć, to 42 kg na cen­tymetr kwadratowy - mówi Brzozowy.
Ciekawe jest to, że strusi nic da się oswoić mimo to, że są wychowywane od małego. Ponadto są to bardzo dumne ptaki. Brzozowy opowiada, że miał strusia, który rozkładał skrzydła, pokazując swoje wdzięki zawsze wtedy, kiedy ktoś koło niego przechodził.
- Nasza przygoda z tymi zwierzętami się jednak skończyła, ponieważ wymagały bardzo dużej i systematycznej pracy. Moje gospodarstwo wygląda teraz trochę inaczej.
Miałem chęć tworzenia i budowania, dla tego powstała stajnia dla koni - opowiada Jerzy Brzozowy.

Dzieci zakochały się w koniach
Gospodarstwo Hanny i Jerzego dziś nie ma nic wspólnego z hodowlą strusi,a głównie jest nastawione na przyjmowanie gości, którzy pragną zasmakować konnej jazdy. Posiadają certyfikat gospodarstwa agroturystycznego zgodnie z wymogami Unii Europejskiej, a ich goście mają do dyspozycji pokoje o dość wysokim standardzie. To, co przyciąga na te tereny, to malowniczy krajobraz, dużo przestrzeni, miejsce na ognisko, grill, cisza i spokój. Goście mogą korzystać z przejażdżek konnych, posiedzieć przy ognisku i nauczyć się pracy w stajni przy pielęgnacji koni.
- Gościliśmy latem grupę dzieci - opowiadają gospodarze. Maluchy doskonale się tutaj czuły, a jedna dziewczynka z Włoch zostawiła swój rower, żeby rodzice jej nie oszukali i za rok z powrotem tu przywieźli. Pewien chłopiec, który od nas odjeżdżał po długim pobycie, życzył rodzicom, którzy po niego jechali, aby popsuł im się samochód, bo chciał jeszcze u nas zostać. Dzieci zakochały się w koniach i wszystkie chętnie uczyły się jazdy konnej. Nawet pięcioletnie maluchy nauczyły się jeździć. Oczywiście, wymagało to kilkugodzinnej pracy w siodle, ale były efekty.
W gospodarstwie Brzozowych jest 25 koni. Wszystkie mają swoje imiona i są traktowane z należytym szacunkiem. Imiona koni nie są dziełem przypadku -mówi Brzozowy. - Nazwa potomstwa musi się zaczynać na literę, z imienia matki. W mojej stajni każdy koń reaguje na swoje imię, a jeden jest wyjątkowy. Nazywa się Wiherek i jest z nami od małego. Jest bardzo ufny i śmiały, chodzi za wszystkimi i zaczepia, żeby go głaskać. Mamy także konia, który nie jest zamknięty w ogrodzeniu i chodzi po naszych łąkach, ale zna dobrze swój teren, dlatego nie wchodzi w pole sąsiadom.
Brzozowy zwraca szczególną uwagę przy zakupie koni, a jeździ po nie do Gładyszowa. Patrzy, czy są ufne, bo to dużo mówi o ich wychowaniu. -Jeśli koń boi się na przykład wideł, czyli zwykłych narzędzi gospodarskich, to może oznaczać, że był nimi bity. U mnie nie stosuje się takich metod - dodaje.


Wytrzymałe hucuły
Stajnie w gospodarstwie są przytulne i dobrze utrzymane, a konie ufne i garną się do człowieka. Odwiedzające to miejsce dzieci były radosne i chętne do pracy z końmi, zwłaszcza że to rasa nieprzypadkowa, używana przez wiele ośrodków rehabilitacyjnych do hipo- i psychoterapii. Jedna z klaczy Jerzego - Narin jest zdobywczynią IV miejsca w Gładyszowie. Dała również dobry pokaz swoich umiejętności na Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Sierpcu, pokonując jako jodyna wszystkie przeszkody.


W gospodarstwie Brzozowych można podziwiać konie huculskie, rzadko spotykane w naszym regionie. Hucuł to koń mały, dość dzielny, wytrzymały, o dużej inteligencji i wytrzymałości w pracy. Niektórzy znawcy zaliczają hucuła do kuców nordyckich, inni do rodziny tarpana. Prawdopodobnie pochodzi od koni ze wschodnich Karpat, byłby więc spokrewniony z tarpanem leśnym. Jest koniem średniej wielkości i charakteryzuje się długowiecznością, powściągliwością oraz znaczną siłą. Kiedyś był to koń wszechstronny, używany także do lekkich zaprzęgów lub drobnych prac rolniczych. Dziś nie jest wykorzystywany jako koń roboczy, ale jako spacerowy lub do nauki dzieci, ponieważ ma łagodne usposobienie i nie jest kłopotliwy w utrzymaniu. Hucuł nie zawodzi zarówno podczas krótkich spacerów, jak i długich rajdów.
Mimo że są to niewielkie konie jednak bez oporu pokonują większe przeszkody i potrafią przeskoczyć nawet do 140 centymetrów. Hucuły grały m.in. w filmie „Ogniem i Mieczem". Jeździli na nich Tatarzy. Zdjęcia kręcono w sierpeckim skansenie, a przeprawę przez rzekę w Klimkówce koło Gładyszowa. Nie wszystkim podobał się pomysł, aby te niewielkie konie były bohaterami filmu. Jednak w praktyce okazały się niezastąpione. Nie bały się nowych elementów na planie filmowym.


Tylko ekologia
Hanna i Jerzy Brzozowi prowadzą gospodarstwo ekologiczne. Nie stosują żadnych "polepszaczy" upraw, a jedynie środki naturalne.
- Na większości mojej ziemi rosną trawy na gruncie ornym oraz owies dla koni - mówi Brzozowy. - Jednego roku orzę łubin, aby gleba była bogata w azot i oprócz tego nie stonuje żadnych innych nawozów. Są specjalne nawozy ekologiczne,ale w mojej uprawie nie muszę ich używać. Konie mają dobrą paszę, a pastwiska, po których chodzą nie są skażone chemią.
W gospodarstwie Brzozowych życie toczy się zgodnie z naturą. Nawet koty dumnie drzemiące na końskich grzbietach w stajni tylko pozornie śpią, bo z wysoka wypatrują myszy, podchodzących do żłobu.

JUSTYNA GABRYCHOWICZ
Kolczyn 13
09-213 Gozdowo
tel. 0600 160 645, 0661 285 823
biuro@brzozowyzagajnik.pl